3 dni w Pradze z trójką dzieci

Planując naszą podróż po Europie od samego początku byliśmy pewni jedynie dwóch miejsc. Pierwszym z nich był Schwarzwald - południowo-zachodni skrawek Niemiec, gdzie chcieliśmy zatrzymać się u brata Kasi. Drugim zaś miejscem, które koniecznie chcieliśmy odwiedzić była czeska Praga. W przeszłości w Pradze był jedynie Krzysiek, natomiast Kasia od dawna chciała tam pojechać.




W naszym planie utwierdził nas fakt, że gdy kilka miesięcy przed wyjazdem zapytaliśmy w grupie Family Welcome Group na Couchsurfingu o potencjalnych chętnych do przygarnięcia nas, pierwszą odpowiedź dostaliśmy od Magdaleny z Pragi. Gdy więc na około 3 tygodnie przed rozpoczęciem podróży nasza finalna prośba o pobyt została przez Magdę zaakceptowana - wiedzieliśmy, że tym razem musi się udać :-) 

14 czerwca, czwartek. 5-ty dzień wyprawy 

Pradze poświęcamy 3 dni - o 1 dzień więcej niż Wrocławowi, lecz mimo to wiemy, że zobaczymy jedynie ułamek tego, co Praga ma do zaoferowania. Pierwszy dzień (a w zasadzie pół) spędzamy w ZOO, które zaskakuje nas swoim rozmiarem, bogactwem zwierząt i pięknie urządzonymi pawilonami i wybiegami. Wieczorem docieramy do mieszkania Magdy, która wita nas z mężem Tomaszem i córeczkami. Dostajemy do dyspozycji pokój, w którym Magda zwykle udziela korepetycji z angielskiego. Dla chłopców przygotowane jest miejsce w pokoju dziecinnym, ale Antek i Kacper są trochę nieśmiali i wolą zostać razem z nami.

Już na samym początku czeka nas niespodzianka - Tomasz wręcza nam klucze do mieszkania. Pełne zaufanie, mimo iż znamy się od kilku minut! Po chwili kolejne zaskoczenie, Magda woła nas do jadalni, gdzie wspólnie jemy ciepłą obiadokolację i próbujemy czegoś dla nas nowego - wody aromatyzowanej kwiatami dzikiego bzu. W końcu kładziemy dzieci spać i spotykamy się z naszymi gospodarzami przy kuchennym stole. Szybko znajdujemy wspólne tematy, ale też przede wszystkim podpytujemy o Pragę. Dobrze trafiamy, w trakcie studiów Magda dorabiała jako przewodnik, więc sporo się od niej dowiadujemy i układamy plan, który pozwoli nam zobaczyć najciekawsze miejsca, ale też dać dzieciom odpocząć w parkach czy na placach zabaw. Okazuje się też, że Magda i Tomek dość mocno udzielają się na Couchsurfingu - średnio goszczą raz na miesiąc, ale my byliśmy tam w połowie miesiąca i byliśmy ich 5-tymi gośćmi w czerwcu!!!

15 czerwca, czwartek. 6-ty dzień wyprawy 

Drugiego dnia tramwajem dojeżdżamy pod Strahovsky Klasztor, skąd bardzo widokową ścieżką (fantastyczna panorama Pragi z Hradczanami, katedrą św. Vita i praskimi mostami) wspinamy się na wzgórze Petrin. Na szczycie Petrzyna znajduje się praski odpowiednik wieży Eiffla - wieża Petrzyńska,z której podobno rozciągają się piękne widoki na miasto. Podobno, gdyż z uwagi na dość wysokie ceny biletów zamiast wejścia na wieżę wybieramy lustrzany labirynt, który znajduje się tuż obok. I okazuje się to strzał w dziesiątkę, gdyż błądzenie w takim labiryncie jest bardzo ciekawą rozrywką. A na dokładkę, po wyjściu z labiryntu czeka sala krzywych luster - zdeformowane odbicia wywołują salwy śmiechu :-)



Inną ciekawostką petrzyńskiego wzgórza jest Mur Głodowy, czyli średniowieczny mur obronny, wybudowany w latach 1360-1362. Według legendy Karol IV zlecił budowę muru, aby w okresie głodu dać możliwość zarobku mieszkańcom Pragi. Na Petrzynie jest też spory park z placem zabaw i ogrodami różanymi oraz planetarium. Na południowych stokach Petrzynu są też piękne ogrody Kińskiego, w których można zobaczyć choćby drewnianą bojkowską cerkiew św. Michała Archanioła. Tam jednak nie docieramy - chroniąc się przed upałem spędzamy w parku i na placu zabaw trochę czasu, po czym kolejką linową zjeżdżamy z Petrzyna na Małą Stranę. Z kolejki ponownie mamy okazję podziwiać piękny widok na miasto.



Z Małej Strany, która leży na zachodnim brzegu Wełtawy ruszamy przez Most Legii na drugą stronę rzeki. W tym miejscu na Wełtawie są trzy wyspy, będące popularnym miejscem relaksu prażan. Na Strelecky Ostrov można zejść prosto z Mostu Legii, na pozostałe dwie prowadzą kładki z dwóch brzegów Wełtawy. My kierujemy się na Slovansky Ostrov, na którym znajduje się kilka wypożyczalni sprzętu wodnego. Żar leje się z nieba, więc postanawiamy w ten sposób urozmaicić sobie zwiedzanie i z poziomu Wełtawy zobaczyć kilka architektonicznych perełek (takich jak choćby Tańczący Dom czy Teatr Narodowy). Pożyczamy sporych rozmiarów rowerek (1 godzina kosztuje 250 koron) i wypływamy. Godzina mija dość szybko, ale zdecydowanie wystarcza - teren na którym można się poruszać jest ograniczony przez dwa progi wodne, tak więc nie możemy nawet przepłynąć pod słynnym mostem Karola. 




Po zdaniu rowerka ruszamy brzegiem Wełtawy w kierunku Mostu Karola. Słynny średniowieczny most jest najstarszym tej długości (560 m) kamiennym mostem na świecie, a obecnie jest jedną z największych atrakcji Pragi. Po obu stronach wejście na most strzeżone jest przez zabytkowe wieże mostowe - po zachodniej stronie są nawet dwie. Sam most ozdobiony jest przez klikadziesiąt posągów świętych, co zwłaszcza w gęstej mgle robi ogromne wrażenie (tak jak na tym zdjęciu u Wędrownych Motyli). Codziennie przez most "przewala" się tysiące turystów. W miarę zbliżania się do mostu tłum gęstnieje, więc musimy uważać, by nie zgubić dzieciaków.

Polub nas na Facebooku, aby nie przegapić kolejnych wpisów!


Po przejściu mostu zatrzymujemy się na obiad w knajpce Lokal "U bile kuzelky". W trakcie oczekiwania na zamówienie dzieci dostają kolorowanki i kredki, więc rodzice mogą chwilę odpocząć, a nawet spróbować czeskiego piwa. Gdybyście kiedyś potrzebowali coś zjeść w tamtych okolicach - możemy polecić.



Jako, że w Pradze jesteśmy akurat w Boże Ciało, po obiedzie zmierzamy urokliwymi uliczkami Małej Strany w kierunku praskiej katedry św. Wita. Po przejściu kontroli bezpieczeństwa zostajemy wpuszczeni na teren katedry, gdzie uczestniczymy w mszy świętej odprawianej przez kardynała Dukę - metropolitę praskiego. Po mszy podziwiamy wnętrze katedry - szczególnie podobają nam się witraże, zdecydowanie najpiękniejsze ze wszystkich które widzieliśmy w trakcie podróży. Wrażenie potęgowane jest przez śpiewający chór i wychodzimy z katedry bardzo zadowoleni, że widzieliśmy ją żywą, rozmodloną - a nie rozdeptywaną przez turystów.




Zmęczeni długim dniem w upale spacerujemy jeszcze chwilkę po hradczańskim dziedzińcu, przyglądamy się kolejnej panoramie miasta i ruszamy z powrotem w stronę naszych Couchsurfurów. Drugi wieczór również spędzamy na rozmowach, próbując też momentami dogadać się w naszych ojczystych językach - jest to bardzo zabawne. Wydawać by się mogło, że język polski i czeski są zbliżone, jednak w praktyce nie tak łatwo jest się nawzajem zrozumieć. W pewnym momencie któreś z nas używa słowa "hulajnoga", które wywołuje salwy śmiechu u Magdy. 




16 czerwca, piątek. 7-my dzień wyprawy 

Trzeciego dnia w Pradze postanawiamy pospacerować po starym mieście. Znów dojeżdżamy tramwajem, który na Małej Stranie miejscami przeciska się przez wąskie bramy. Pierwsze kroki kierujemy na plac Wacława, na którym chłopaków zatrzymuje przez chwilę artysta puszczający olbrzymie bańki mydlane. Stamtąd ruszamy bardziej w kierunku rynku staromiejskiego (Staromestske namesti), gdzie szczególnie chcemy zobaczyć praski zegar astronomiczny - Orloj. Na nasze nieszczęście, akurat wieża zegarowa jest remontowana, więc o ile zegar możemy zobaczyć, o tyle całe jego otoczenie jest mocno przykurzone i zdecydowanie rozczarowujące. Niemniej jednak, zegar mimo swojego sędziwego wieku (jest rówieśnikiem bitwy pod Grunwaldem - skonstruowany w 1410 roku) w dalszym ciągu dobrze odmierza czas, a co godzinę na oczach zebranych pod nim widzów odbywa się marsz figurek apostołów, Śmierci, Turka, Marności i Chciwości. 




Ze względu na upał, większy jeszcze niż poprzedniego dnia, decydujemy się szukać schronienia w jakimś parku i tak trafiamy do ogrodów franciszkańskich (Frantiskanska zahrada), gdzie znajduje się fantastyczny plac zabaw. Dzieci od razu odzyskują wigor i zamiast odpoczywać w cieniu drzew - oddają się małpim figlom :-) Po drodze do ogrodów mijamy też ogromny sklep z zabawkami, w drzwiach którego siedzi ogromny pluszowy Krecik. 



Po około godzinie na niebo nadciągają deszczowe chmury i zaczyna kropić. Decydujemy się z tej okazji wstąpić do polecanego nam przez Magdę Cafe Louvre. Historyczna kawiarnia, w której gościli między innymi Karel Capek, Franz Kafka czy Albert Einstein okazuje się być bardzo klimatycznym miejscem, a co więcej - jest bardzo przyjazna dla rodzin z dziećmi. Znów na nasze pociechy czekają kolorowanki i łamigłówki, a zamówione knedliki z sosem truskawkowym przypadają do gustu. 

Po wyjściu z kawiarni widzimy, że zapał do zwiedzania i wędrowania praskimi uliczkami jest dziś w naszej drużynie zdecydowanie mniejszy, więc zamiast ciągać dzieci po kolejnych miejscach które chcielibyśmy zobaczyć (jak choćby praskie synagogi, stary cmentarz żydowski czy liczne ogrody) wybieramy plac zabaw w parku Maxa Van der Stoel'a polecony nam przez Magdę. Spotykamy się tam zresztą z nią i dziewczynkami, więc nasi chłopcy korzystają z okazji i nie zważając na barierę językową bawią się ze swoimi nowymi praskimi koleżankami w najlepsze. 

Sam plac zabaw jest niezwykle ciekawy - zbudowany wokół płynącego przez park strumienia, który stanowi główną atrakcję. Dzieci mogą w nim stawiać tamy, kierować strumień w jedną z kilku odnóg, wykorzystywać wodę do napędu wiatraka - ogólnie pluskać się w lodowatej wodzie :-) Dla dzieci to przecież kwintesencja szczęścia!



Na tym kończymy nasze zwiedzanie Pragi. Z pewnością daleko nam do stwierdzenia, że zwiedziliśmy wszystko co należałoby zwiedzić - zupełnie nie :-) Tak naprawdę wiemy, że to dopiero początek, ledwo zasmakowaliśmy w Pradze i chętnie tam wrócimy kontynuować zwiedzanie. Wieczór spędzamy jedząc wspólnie naleśniki przygotowane przez Kasię i kontynuując polsko-czeskie rozmowy. Kolejnego dnia rano zwijamy się, pakujemy do samochodu i niezmiernie wdzięczni naszym gospodarzom ruszamy w dalszą drogę. 


Wielka Wyprawa 2017

Ten wpis jest kolejną opowieścią z cyklu "Wielka Wyprawa", opowiadającego o naszej 25-dniowej podróży po Europie z trójką małych dzieci, którą zrealizowaliśmy w czerwcu i lipcu 2017 roku. 
W kolejnych artykułach opowiadamy Wam o naszych przeżyciach, pokazujemy piękne miejsca które odwiedziliśmy i dzielimy się anegdotami o niesamowitej ludzkiej życzliwości, której w trakcie podróży doświadczyliśmy - zarówno od zupełnie przypadkowych ludzi spotkanych po drodze, jak i przede wszystkim od Couchsurferów, dzięki którym ta podróż stała się możliwa (i dzięki którym przez 25 dni mieliśmy dach nad głową).

A oto wszystkie wpisy z cyklu Wielka Wyprawa:

1. Dzień 1 i 2: Szukając krasnoludków we Wrocławiu
2. Dzień 3: Szczeliniec Wielki
3. Dzień 4: Opowieści ze Skalnego Miasta w Adrspachu oraz wałbrzyskie Palmiarnia i Książ
4. Dzień 5: Zoo w Pradze
5. Dzień 6 i 7: Praga z trójką dzieci
6. Dzień 8: Między Pragą, a Schwarzwaldem - część 1. Karlstejn, Walhalla i steki ze strusia
7. Dzień 9 i 10: Między Pragą, a Schwarzwaldem - część 2. Niemieckie przysmaki, miasto-wyspa Lindau nad jeziorem Bodeńskim i Góra Małp
8. Dni 11-16: Tydzień w Schwarzwaldzie i okolicach
9. Dzień 17: Bajkowy Neuschwanstein i wędrówka po Tegelbergu
10. Dzień 18 i 19: Najpiękniejsze miejsca w Austrii: Salzburg i Halstatt

Jeśli podobają się Wam nasze artykuły, zapraszamy do komentowania i udostępnienia ich swoim znajomym - może w ten sposób zainspirujemy kogoś do mniejszych lub większych podróży, które są możliwe również z małymi dziećmi :-)

Komentarze

  1. Pamiętajmy też o tym, że wybierają się w podróż odwiedzamy różne miejsca i też jednocześnie korzystamy z różnych aktywności. Planujecie wyjazd nad jezioro? Może jakieś kajaki, rowerki wodne i inne? Wtedy warto pamiętać o tym, aby dla każdego znalazła się odpowiednia kamizelka ratunkowa . Warto się rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz