Rowerowa stówa po Beskidzie Niskim - z Krosna do Jasiela i powrót doliną Wisłoka

Tym razem krótki wpis z gatunku #tatasam - czyli wycieczki samego Krzyśka. A będzie o 100-kilometrowej pętli z Krosna do Jasiela, przez piękne tereny Beskidu Niskiego i dolinę Wisłoka...



Dzień zaczął się bardzo wcześnie, już o 4:35 jechałem na rowerze przez puste krośnieńskie ulice. Zależało mi na tym, by zdążyć na Przymiarki na wschód słońca. Poza tym tak wcześnie rano ruch na drodze krajowej nr 28, wzdłuż której jechałem z Krosna do Iwonicza jest jeszcze znikomy, więc czułem się znacznie bezpieczniej. Mniej więcej między Iwoniczem, a Iwoniczem-Zdrojem zaczęło szarzeć, miałem więc duże szanse, by zdążyć na wschód słońca. Przymiarki są fantastycznym punktem widokowym, więc spodziewałem się pięknego spektaklu. Mega stromy podjazd z Iwonicza-Zdroju pod Przymiarki dał mi mocno w kość, ale kilka minut przed spodziewanym wschodem stanąłem na szczycie drogi, nieopodal najwyższego punktu Przymiarek. Niestety, wszystko tonęło w bardzo gęstej mgle i na jakikolwiek spektakl nie było co liczyć...
Taka piękna katastrofa...

Bardzo przyjemny i szybki zjazd doprowadził mnie do Bałucianki i Królika Polskiego - w obu miejscowościach zatrzymałem się na chwilkę przy pięknych drewnianych zabytkach - cerkwi i kościele.
Kościół w Króliku Polskim (góra) i cerkiew w Bałuciance (dół)

Na ulicach zaczęli pojawiać się pierwsi mieszkańcy oraz ich czworonogi - jeden chciał mnie chyba zdopingować do szybszej jazdy i skutecznie mu się to udało. Czekał mnie dość długi podjazd na przełęcz Szklarską i z radością przyjąłem stojący prawie na jej szczycie powitalny "portal" gminy Jaśliska. Na przełęczy było cicho i pusto. Mgła nie zmniejszyła się ani trochę, a ja byłem nieźle zgrzany po kolejnym wymagającym podjeździe. Co jak co, ale jazda wzdłuż Wisły po WTR jest zdecydowanie łatwiejsza :D
Przełęcz Szklarska w gęstej mgle

Po podjeździe przychodzi jednak czas na zjazd - i jest to wspaniała nagroda. Tym razem zjazd do Daliowej liczył prawie 3 km i w pewnym momencie licznik pokazał mi 62 km/h!

W Daliowej skręcam w kierunku Komańczy, a w Woli Niżnej odbijam w prawo za drogowskazem na Wolę Wyżną. Obawiałem się, że w tym miejscu droga będzie w fatalnym stanie, ale jestem bardzo mile zaskoczony fantastycznym, świeżo położonym asfaltowym dywanikiem.
Piękny asfalt prowadzący wgłąb opuszczonej beskidzkiej doliny

A droga wciąż się wije bez celu...

Asfalt urywa się dopiero za dawnym PGR-em w Woli Wyżnej i zaczyna się kilkukilometrowa męka po betonowych płytach. Co kawałek spotykam niedawno postawione tabliczki z drogowskazami dla rowerzystów, aczkolwiek zastanawia mnie stojąca tuż za nią tabliczka "Zakaz ruchu wszelkich pojazdów". Mój ścisły umysł ma pewien dysonans poznawczy - w końcu rower to też pojazd, a ewidentnie wytyczone są tu trasy rowerowe. Więc jak to jest z tym zakazem?
Koszmarna jazda po betonowych płytach i zakaz ruchu wszelkich pojazdów na trasie rowerowej 

Po kilkukilometrowym koszmarze betonowych płyt zaczynają się fantastyczne szutry, które doprowadzają mnie aż do granic największego w polskich Karpatach rezerwatu przyrody "Źródliska Jasiołki". Nieco obaw wzbudzają we mnie tabliczki ostrzegające przed niedźwiedziami, ale przełamuję się i wjeżdżam w piękne, opuszczone doliny. Jadę wśród bezkresnych łąk i torfowisk, a aura tajemniczości potęgowana przez gęste chmury zdecydowanie działa na zmysły. 


Całe szczęście betonowe płyty ustępują miejsca takim pięknym szutrom

Źródliska Jasiołki - największy rezerwat w polskich Karpatach. Chroni występujące tu niedźwiedzie...

... praktycznie bezkresne łąki, ...

... i liczne torfowiska.

Przy drodze co kawałek natykam się na łemkowskie kapliczki - pozostałości po dawnych mieszkańcach.


Przydrożne łemkowskie kapliczki na środku pustkowia...

... to świadkowie historii - kiedyś były tu ludne doliny, w których dziś hula tylko wiatr i zabłąkani turyści

Pomnik Kurierów Beskidzkich to znak, że docieram już do Jasiela - zatrzymuję się na śniadanie na pięknym, prawie pustym (biwakuje tu 1 osoba) polu biwakowym nadleśnictwa i przysiadam się do ogniska, na którym ktoś gotuje wodę na kawę. Jestem zachwycony tym miejscem i od razu postanawiam, że wybierzemy się tu kiedyś z dziećmi. Po śniadaniu moją uwagę przyciąga pomnik WOP'istów i kamień z wyraźnym odciskiem dłoni. Ciekawe czyj jest ten odcisk i skąd się tam wziął?


Jasiel - pomnik kurierów beskidzkich i klimatyczne pole biwakowe wyznaczone przez nadleśnictwo
Pomnik WOP-istów poległych w walkach z bandami UPA w obronie strażnicy w Jasielu

Widok spod pomnika WOP-istów na pole biwakowe w Jasielu

Rzucam okiem na mapę tras rowerowych oznakowanych przez Nadleśnictwo Rymanów w ramach projektu Interreg i ruszam dalej. Dalsza droga prowadzi mnie pod górę - prawie pod szczyt Kanasiówki. Wygodna gruntowa droga zmienia się tu w drogę mocno kamienistą, przez co muszę zachować wzmożoną ostrożność. Podobnie jest na zjeździe - nie można się zbytnio rozpędzić, by nie wyłożyć się na jednym z licznych kamieni. Całe szczęście po 2-3 kilometrach nawierzchnia robi się bardziej przyjemna i dalszy zjazd do Moszczańca nie sprawia już trudności. 



W Moszczańcu kieruję się w lewo i zmylony przez nawigację Komoot skręcam w polną drogę, która po kilkuset metrach kończy się i zmusza mnie do żmudnego przedzierania się przez mocno zarośnięte pola. Tracę w ten sposób jakieś 20 minut, ale docieram ostatecznie do wygodnej, utwardzonej drogi prowadzącej do Surowicy. Za pierwszym mostem na Wisłoku (nad którym wypatruję imponujących rozmiarów okazy barszczu Sosnowskiego) skręcam w lewo i polnymi drogami kieruję się na Wernejówkę. 


Zmylony przez nawigację skręcam w polną drogę, która kilkaset metrów dalej się kończy. Pozostaje przedrzeć się przez zarośnięte pola...

A gdybym nie pojechał tym skrótem, to czekałaby mnie taka piękna droga...

Most na Wisłoku w drodze do Surowicy. Widzicie ten piękny okaz barszczu Sosnowskiego po lewej?

Zaraz za mostem skręcam w lewo na polną drogę prowadzącą do Polan Surowicznych i Wernejówki

Jeden z brodów przez Wisłok

Niestety, na tym fragmencie droga jest fatalna. Nie jest utwardzona, a bardzo rozjeżdżona "pszczółkami" drwali, bardzo nierówna i błotnista. Zdecydowanie wygodniej byłoby jechać przez Polany Surowiczne i objechać górę Polańską - tam dominują drogi szutrowe. Tuż przed Wernejówką fatalna droga doprowadza do Wisłoka i się kończy, wymuszając przejście przez rzekę. Jednak właśnie tu okazuje się, że wybór tej trasy ma jeden zasadniczy plus - dzięki temu trafiam na piękne, kolorowe skarpy nad Wisłokiem, odsłaniające interesujący przekrój geologiczny.


I z której strony objechać?

Nagroda za przedarcie się fatalnym fragmentem między Surowicą, a Wernejówką

Kolorowe skarpy nad Wisłokiem w Wernejówce

Wow...

W Puławach zaczyna się dłuuugi i bardzo przyjemny zjazd w kierunku Rudawki Rymanowskiej i dalej do Pastwisk. Dość powiedzieć, że mimo iż mam już 70 km w nogach, to średnia prędkość na 10-kilometrowym odcinku z Puław do Pastwisk czy Odrzechowej wyniosła 27 km/h. W Rudawce Rymanowskiej z daleka widzę skaliste zbocza nad Wisłokiem, które w ostatnich latach stały się słynne ze względu na tworzące się tam lodospady. Bardzo szybko mijam zalew na Wisłoku w Sieniawie i docieram do Beska (gdzie kilka dni temu podziwiałem piękny przełom Wisłoka i zakole przypominające te znane choćby z Pienin).
Przyjemny zjazd z Puław do Beska, groźny barszcz i ściana Olzy w Rudawce Rymanowskiej
Czyż to nie piękne?

Malownicze zakole Wisłoka w Besku

W Besku uciekam szybko z ruchliwej DK28 i jadę w kierunku Milczy i Wróblików Królewskiego i Szlacheckiego. Na tym odcinku towarzyszy mi sielankowy krajobraz - dookoła zielone pola uprawne, gdzieniegdzie wiatraki, a na horyzoncie wzniesienia Pogórza Czarnorzecko-Strzyżowskiego. W Wróbliku Królewskim zachwycam się pięknym kościołem o bardzo nietypowej dla tych rejonów bryle.


Sielankowy krajobraz między Beskiem a Wróblikiem
Nietypowy kościół we Wróbliku Królewskim

Farma wiatrowa w okolicach Ladzina

Z Wróblika do Krosna zostaje mi już niespełna 15 km i na ostatniej górce przed powrotem do domu licznik pokazuje mi trzycyfrowy dystans - 100 km. Jest to dopiero druga moja wycieczka rowerowa o dystansie ponad 100 km w życiu (a pierwsza miała miejsce dobre 12 lat wcześniej w Bieszczadach). Ze zdziwieniem stwierdzam, że choć nogi są już trochę zmęczone, to miałbym ochotę i siłę jechać jeszcze dalej. 


Kilkusetmetrowy odcinek szutrowej ścieżki nad Wisłokiem w Krośnie - może warto byłoby pójść za ciosem i stworzyć VeloWisłok?

I w sumie mimo iż tego nie planowałem, to po południu wybieramy się jeszcze wszyscy na kilkukilometrową przejażdżkę po Krośnie, w tym bardzo fajnym, kilkusetmetrową szutrową ścieżką nad Wisłokiem - może to zaczątek VeloWisłok? Marzy mi się powstanie wzdłuż podkarpackich rzek takich pięknych tras rowerowych, jak choćby w Małopolsce - a po dzisiejszym dniu i jeździe doliną Wisłoka niemalże od źródeł aż po Krosno jestem przekonany, że byłby to niesamowity hit turystyczny. Cóż, może kiedyś się doczekamy? :-)

Garść informacji

Data: 24 czerwca 2019 r.
Forma: turystyka rowerowa
Dystans: 100 km
Trasa: Krosno - Iwonicz Zdrój - Przymiarki - Bałucianka (cerkiew) - przełęcz Szklarska - Jaśliska - Wola Wyżna - rezerwat Źródliska Jasiołki - Jasiel - Moszczaniec - Surowica - Polany Surowiczne - Wernejówka - fantastyczne kolorowe odsłonięcia fliszu karpackiego nad Wisłokiem - Puławy - Rudawka Rymanowska - Mymoń - Besko - Wróblik Królewski - Łężany - Krosno

Komentarze